poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Szyciowe zapowiedzi, czyli kilka słów o pracowitym weekendzie...

 
Ostatnie pięć dni upłynęło mi bardzo pracowicie. W dalszym ciągu jestem bowiem w wirze przygotowań do ślubu kuzynki - szyję dla siebie i przerabiam dla rodziny. :-) Co powstało przez te kilka dni, które prawie w całości spędziłam przy maszynie? Moja sukienka, sześć torebek na konkurs dla koleżanki - vlogerki (szczegóły już niebawem!), dopasowałam również półtora sukienki (wciąż męczę się z rękawami jednej z nich...) i zaplanowałam kilka kolejnych rzeczy na ten tydzień. Zostało mi jeszcze trochę do ogarnięcia, więc ranki i wieczory po pracy będą bardzo pracowite. Poniżej zamieszczam zdjęcia choć w części obrazujące to o czym piszę :-)


Te dni przy maszynie choć strasznie męczące były zarazem wspaniałe. Dawno nie spędzałam ranków przy maszynie, gdy za oknem padał deszcz, a z drutów spoglądały na mnie jaskółki...


A czy wy też miewacie takie zwariowane tygodnie (miesiące!) przy maszynie?

czwartek, 14 sierpnia 2014

Szyjemy hurtem, czyli spodnie męskie od piżamy razy cztery

Te spodnie szyły się długo i długo nie mogłam ich skończyć. To nieskomplikowany wykrój, który zrobiłam na podstawie innych spodni i trochę udoskonaliłam :-). Składają się one z trzech części: paska i dwóch nogawek, a materiał to cienka, podkoszulkowa dzianina bawełniana. Czemu zatem tak długo mi to zajęło? Powodów miałam wiele: brak nici, brak gumki, wyjazd itp.

W końcowym rozrachunku spodnie które uszyłam na prezent dla Brata na urodziny i dla Taty na Dzień Ojca, wręczyłam średnio z 2 miesięcznym opóźnieniem :-))))))))))))))))) Cóż powinni się cieszyć, że w ogóle je dostali! ;-p



poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Zamieszanie wokół ślubu, czyli welon na wieczór panieński...

Za niespełna trzy tygodnie moja kuzynka Basia wychodzi za mąż. Odliczam dni do tego wydarzenia, bo już jestem ze wszystkim spóźniona! Jak to u mnie bywa, wszystko zostawiłam na ostatnią chwilę i teraz wychodzę z siebie by nie zwariować i ze wszystkim zdążyć. A zadań mam niemało: pudełko, welon, sukienka, może torebka i jeszcze pare innych.........

W zeszłym tygodniu szyłam pudełko na weselne kartki z życzeniami (niestety nie mam zdjęcia). Kartonowe pudło obiłam pomarańczową satyną z kremową lamówką ze sznurkiem i namęczyłam się przy tym strasznie! Nie pomyślałam na czas, żeby miejsce szycia podkleić flizeliną i w rezultacie wszystko mi się porozciągało. Nie wiem czy każda satyna jest tak elastyczna, ale ta robiła co chciała. Udało mi się jednak ją okiełznać i jako tako się ono prezentuje. (Ale nigdy więcej takiego pudełka szyć nie zamierzam! A już na pewno nie z satyny!!!)


Kolejną rzeczą przy jakiej się uwijałam był welon na wieczór panieński, który odbył się w tę sobotę. Zostawiłam go na piątek (impreza była następnego dnia) i w rezultacie ostatkiem sił przyszywałam różyczki przed północą. Oj, ciężko było mi wykrzesać z siebie tyle siły po całym tygodniu. Wiem, myślicie, a co w sobotę nie mogła skończyć? A no nie mogłam, bo w związku z kolejnymi szyciowymi planami wybrałam się na tkaninowe zakupy. Ale o tym innym razem :)


Wracając do welonu, Basia nosiła go cały wieczór. Nic nie odpadło, a morał z tego taki, że nylonowa nitka, którą go zszywałam spełniła swoją rolę. Jest przezroczysta i niesamowicie wytrzymała, idealna do szycia tiulu. Całość opierała się na opasce do włosów, którą owinęłam pomarańczową tasiemką. Następnie zmarszczyłam tiul, przypięłam go do opaski szpilkami i przyszyłam. Na samym końcu dodałam pomarańczowe, gotowe różyczki. 


Za każdym razem podkreślam, że szycie ręczne jest dla mnie męką, ale w tym przypadku (mimo pokłutych  palców) szło mi bardzo dobrze. Dzięki tej nici mój ścieg jest prawie całkowicie niewidoczny! :-))))))))

poniedziałek, 28 lipca 2014

Bluza rozpinana z Burdy, czyli projekt pokoleniowy...

Od ostatniego posta minęło trochę czasu. Nigdy nie narzekałam na nadmiar czasu. Owszem bywało, że pod koniec wakacji w podstawówce nagle zaczynałam tęsknić za szkołą, bo nie wiedziałam czym się zająć, ale dawno z tego wyrosłam. 

Dzisiaj ośmiogodzinny dzień w pracy sprawia, że jedyne o czym marzę po powrocie do domu to dobra muzyka i relaks na kanapie. Nie sądziłam, że to aż tak męczy i trochę mi przykro, że na aparat i szycie nie mam już siły. W lipcu dodatkowo męczą mnie upały. Rozumiem, raz do roku kilka dni skwaru by było co wspominać zimą, ale tak na okrągło? Mimo szczerych chęci, nawet w weekend przy takich warunkach nie mam siły egzystować, a co dopiero coś robić.

W sierpniu czeka mnie wesele Kuzynki, na które planuję uszyć sobie sukienkę. Na razie nadal ją planuję, ale plan ten posuwa się naprzód, ponieważ mam już kupiony granatowy szyfon i satynę na podszewkę, a nawet nici i kryty zamek. Wczoraj we Wrocławiu temperatura była dużo ponad 30-tą kreskę i adekwatnie do powyższych wywodów - mimo chęci nic się nie ruszyło do przodu. Nawet nie przerysowałam wykroju z gazety. :-(

------------------------
Wracając do tematu tego posta, bluza Mojej Mamy tak mi się spodobała, że musiałam mieć identyczną. :-) Tym razem pod nożyce trafił materiał w granatowo-czarną pepitkę, który kupiłam - uwaga - CZTERY lata temu, gdy dopiero zaczynałam marzyć o szyciu ubrań. Bluza jest tak wygodna i dobrze się szyje (ściągacze i zamek to nic trudnego - nie licząc oczywiście ręcznego wykańczania, aj!), więc z czystym sumieniem polecam ten wykrój. Luźny krój sprawił, że żadne poprawki czy dopasowywanie nie były potrzebne.

BLUZA - wykrój: Burda Szycie Krok Po Kroku 1/2014, model 1C.

* zdjęcia ze spaceru wyszły spod ręki Mojej Mamy i Siostry



Tym rodzinnym akcentem chciałam również zaznaczyć swoją nieśmiałą obecność na Facebooku. Dopiero stawiam w nim pierwsze kroki, ale mam wielką nadzieję, że dzięki niemu choć część z Was będzie mogła tu częściej trafiać.

Pozdrawiam z deszcze za oknem - finally! ;-D

piątek, 13 czerwca 2014

Prezent dla Mamy, czyli bluza z Burdy...

Tak, w tym roku jako prezent na Dzień Matki uszyłam Mamie bluzę. Kupiłam piękny miętowo-pistacjowy (jak go nazwać?) materiał, kawałek czarnego ściągacza i zamek. Oczywiście nie szyłam w ukryciu, bo przecież musiałam wziąć miarę i zrobić wstępne przymiarki. :-) Okazało się jednak, że bluza leży jak ulał, więc obyło się bez jakichkolwiek modyfikacji wykroju.

BLUZA - wykrój: Burda Szycie Krok Po Kroku 1/2014, model 1C.


Bluzę szyło mi się bardzo przyjemnie. Każdy kolejny kawałek doszywałam i obrzucałam ściegiem overlockowym, bo materiał strasznie się strzępił. Odkąd używam specjalnej stopki i tego ściegu, nie wyobrażam sobie obrzucania krawędzi zygzakiem. Może i trwa to dłużej, ale efekt jest zadowalający:


Bluzę szyłam dwa dni. Jednego wieczoru całkowicie pochłonęły mnie kieszenie. To nie było proste zadanie! O nie! Fastrygowanie, dodatkowy pasek flizeliny do wzmocnienia i trzy części, z których składała się kieszeń dały mi w kość. Nie obyło się bez prucia. ;-)



Wykańczanie ściągaczem nie jest niczym skomplikowanym. Jeśli szyjecie ten model, to pamiętajcie by przed wszyciem ściągacza do rękawów sprawdzić ich obwód. Wycięte kawałki w moim przypadku okazały się dużo za duże i musiałam je zmniejszyć w obwodzie.

Zamek przy szyi wykończyłam ręcznie.


Mówiąc skromnie bluza się udała, więc czym prędzej skroiłam drugą dla siebie. ;-) Jak tylko ją sfotografuję zobaczycie jak wygląda na człowieku :))))))))))) Pozdrawiam!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...