piątek, 14 czerwca 2013

FILM Z IGŁĄ W TLE - Political dress

Jakiś czas temu w Kinie Nowe Horyzonty we Wrocławiu w ramach projektu Szafa Polska, odbył się pokaz filmu Judyty Fibiger „Political dress”. To o nim chciałabym Wam dzisiaj opowiedzieć :-)

Jeszcze zanim obejrzałam zwiastun, miałam przeczucie, że będzie to starzał w dziesiątkę. Z jednej strony to historia polskiej mody, czyli o tym co oznaczało bycie modnym w PRL, z drugiej zaś film mówi o walce z komunizmem. Zobaczymy w nim zdjęcia archiwalne TVP ukazujące różne subkultury młodzieżowe: poznamy bikiniarzy lat XX, punków i dzieci kwiaty. O trudnościach zdobycia ubrań opowiedzą m.in. Andrzej Wajda i Kora. 

Cały ówczesny świat poznamy głównie za sprawą ludzi mody. Dzięki Barbarze Hoff, która projektowała i publikowała wykroje w Rzeczpospolitej, każda Polka mogła uszyć samodzielnie modną kreację. Fotograf Tadeusz Rolke opowie zaś o modelkach, których styl był dla niego inspiracją. Całość zmian podsumuje socjolog kultury Mirosław Pęczak, z zaangażowaniem kreślący historię społeczeństwa tamtych lat.

Dokument ten to jednak przede wszystkim pomysł, kreatywność i odwaga współczesnej polskiej ulicy oraz wynikająca z tego różnorodność podziwiana przez przybyszów z zagranicy.


ZA CO LUBIĘ TEN FILM?

Hmmm… Kiedy w dzieciństwie, przy zakupach nowych butów, Mama kręciła z dezaprobatą głową na moje marudzenie, dodawała: „Ja w Twoim wieku, nie miałam wyboru, w sklepach nie było nic”. Nie robiło to na mnie wówczas większego wrażenia, bo jak? Trudno wyobrazić sobie pusty sklep bez towaru. Z drugiej strony często wspomina SWOJĄ KRAWCOWĄ (!), do której chodziła szyć co jej się tylko w głowie zrodziło. Ten film zatem dobrze to wszystko systematyzuje osobom, które tak jak ja, tych czasów nie mogą pamiętać.

Kobieta PRL-u była niezwykle kreatywna, myślę, że może nawet bardziej niż teraz? Współczesna modna Polka najczęściej ubrana jest od stóp do głów w galerii handlowej. W modnym płaszczu i rurkach przemierza ulice wierząc w swój niepowtarzalny strój. Rozglądałam się ostatnio i obserwowałam kobiety na wrocławskich ulicach. Muszę stwierdzić, że daleko nam do różnorodności, jaką widziałam na filmie. Szare stały się nie tylko ulice, ale i nasze szafy. Tym bardziej cieszą się moje oczy, gdy widzę kogoś ubranego inaczej, ciekawie i z pomysłem. Na przykład ostatnio na pasach mijałam dziewczynę w pięknej spódnicy z białego tiulu, która w zestawieniu ze zwykła bluzką i żakietem robiła niezwykłe wrażenie. Czy brak nam odwagi? Myślę, że nie. To nadmiar wszystkiego uśpił w nas kreatywność jaką szczyciły się nasze matki i babki.

My też chcemy czuć się wyjątkowe i niepowtarzalnie ubrane. Zatem co stoi na przeszkodzie, by zamiast w galeriach, poszukać inspiracji w szafie mamy, sh, czy w zeszłym ustroju? Uszycie spódnicy ze starej zasłony kiedyś było chlubą, dlaczego więc dziś miałybyśmy z tego zrezygnować? 

-----
Film ten można obejrzeć jedynie na kinowym ekranie przy okazji festiwali czy innych wydarzeń, zatem bądźcie czujni. Myślę, że warto wybrać się na niego z mamą, by po seansie godzinami dyskutować o modzie. :-)

Kilka przydatnych linków:
- Zwiastun filmu Political dress


A już dziś TUTAJ każdy może obejrzeć film „Szafa Polska,” który stanowi przekrój historii mody od 1945 roku do upadku komunizmu. Gorąco polecam! :)

 Podzielcie się wrażeniami!

środa, 12 czerwca 2013

O upadku, nadziei i zwężonej kurtce...


Ostatnie tygodnie upłynęły mi na pisaniu pracy, nauce i zdobywaniu ocen. To już ostatni semestr, obrona za pasem, więc musiałam poświęcić swój czas wyłącznie na kwestie związane ze studiami. 

Teraz mam więcej czasu na kreatywne zajęcia, których tak bardzo mi brakowało :-) Mimo wszystko, do maszyny na razie nie zasiądę. W ferworze walki i poszukiwań ostatniej literatury do magisterki, zmierzając schodami do biblioteki............ spadłam i skręciłam kostkę. Od pięciu dni leżę, leżę i leżę znudzona, a ma tak być przez okrągłe dwa tygodnie!!! :-( 

Najgorsze jest to że zaczęta, puchowa kamizelka, o której materiale pisałam już tutaj, dalej łypie na mnie zniecierpliwionym okiem, domagając się ukończenia. Sama nie mogę się tego doczekać. Kolejną rzeczą, której mi żal, to sobotni Wrocław Fashion Meeting, na który chyba nie dam rady zakuśtykać o kulach. Piszę 'chyba' bo nie tracę nadziei, że jednak mi się uda ;-). Może ktoś z Was miał skręconą kostkę i da mi choć cień szansy, że do soboty będzie na tyle dobrze, że mi się uda?

Niestety muszę przyznać, że leżenie całodobowe ma swoje plusy. Nadrabiam zaległości w filmach i mam więcej czasu na komputer. Przez ten ostatni, pracowity czas zebrało mi się trochę zaległości, więc może zanim wstanę bez podpierania się kulami, uda mi się wszystko nadrobić. ;-)

----------
Pierwszą zaległością niech będzie moja ukochana ostatnimi czasu kurtka. Kupiłam ją wiele miesięcy temu w sh i przez ten czas pracowałam nad zmniejszeniem jej z rozmiaru 48 na 36! Urzekła mnie swoim materiałem, który jest kombinacją szarości, bieli i wielu kolorowych nitek. Sam krój też był wyjątkowy. Czytałam kiedyś w książce poświęconej historii mody, że w latach 50-tych modny był fason przypominający jajo, z pominięciem całkowitym talii. Bardzo mi się wówczas spodobał i planowałam uszyć coś podobnego. Kurtka, którą kupiłam miała właśnie taki, luźny krój, więc kupiłam ją bez zastanowienia. :-)

Pierwsza przeróbka, jakiej się podjęłam polegała na zmniejszeniu obwodu w pasie, ale zrobiłam to tak nieumiejętnie, że zniszczyłam cały efekt. Załamana zostawiłam ją na kilka tygodni, nim odważyłam się dalej coś przy niej robić. Później zasiadałam kilka razy do maszyny i wieszałam ją na manekinie, by nabrać pomysłów, ale całość szła mi bardzo opornie. W końcowym rezultacie doszyłam jeden guzik, talię zlikwidowałam, a rękawy i ramiona pogłębiłam, by szew nie szedł przez połowę ręki. Musiałam przez to rozpruć podszewkę i wypruć rękawy, co poskutkowało ręcznym zakańczaniem działa, co jak Wiecie, nie należy do moich ulubionych :)))))

Zdjęcia zrobiła moja Siostra :*
 

Czy dodałam, że w takim stanie spędziłam niedzielne urodziny !? :-( 
Grunt, że na pocieszenie miałam tort michałkowy :)))) 

poniedziałek, 27 maja 2013

24 maskotki - czyli co uszyłyśmy dla Hospicjum we Wrocławiu



O akcji szycia zabawek dla dzieci pisałam już tutaj, i jak wspominałam zaplanowałam wielkie szycie. :-) W zeszły wtorek zrobiłyśmy zakupy w IKEA w postaci pomarańczowego koca z polaru, żółtego ręcznika i niebieskiego materiału, żeby wczoraj cały dzień szyć. Szyłyśmy we cztery wraz z Magdą, Moniką i Marzenciukiem. Dywan pełen był ścinek, porozsypywanego ryżu i grochu, a stół uginał się pod ciężarem tkanin i powstających maskotek :)))))))





Żaglówki zaprojektowała Magda, rybki - Marzenciuk, pszczółki to moje dzieło, a żuczki wyszły nam spontanicznie z uwielbienia dla zielonego aksamitu.

W rezultacie w ramach akcji powstały 24 zabawki, z czego każda z nas wzięła sobie jedną na pamiątkę ;-). Jutro zawożę pozostałe 20 sztuk do siedziby Fundacji "Wrocławskie Hospicjum Dla Dzieci".

A tak wyglądała nasza praca:



Dziewczyny, dziękuję Wam za wspólny dzień :-)
Related Posts with Thumbnails