poniedziałek, 28 lipca 2014

Bluza rozpinana z Burdy, czyli projekt pokoleniowy...

Od ostatniego posta minęło trochę czasu. Nigdy nie narzekałam na nadmiar czasu. Owszem bywało, że pod koniec wakacji w podstawówce nagle zaczynałam tęsknić za szkołą, bo nie wiedziałam czym się zająć, ale dawno z tego wyrosłam. 

Dzisiaj ośmiogodzinny dzień w pracy sprawia, że jedyne o czym marzę po powrocie do domu to dobra muzyka i relaks na kanapie. Nie sądziłam, że to aż tak męczy i trochę mi przykro, że na aparat i szycie nie mam już siły. W lipcu dodatkowo męczą mnie upały. Rozumiem, raz do roku kilka dni skwaru by było co wspominać zimą, ale tak na okrągło? Mimo szczerych chęci, nawet w weekend przy takich warunkach nie mam siły egzystować, a co dopiero coś robić.

W sierpniu czeka mnie wesele Kuzynki, na które planuję uszyć sobie sukienkę. Na razie nadal ją planuję, ale plan ten posuwa się naprzód, ponieważ mam już kupiony granatowy szyfon i satynę na podszewkę, a nawet nici i kryty zamek. Wczoraj we Wrocławiu temperatura była dużo ponad 30-tą kreskę i adekwatnie do powyższych wywodów - mimo chęci nic się nie ruszyło do przodu. Nawet nie przerysowałam wykroju z gazety. :-(

------------------------
Wracając do tematu tego posta, bluza Mojej Mamy tak mi się spodobała, że musiałam mieć identyczną. :-) Tym razem pod nożyce trafił materiał w granatowo-czarną pepitkę, który kupiłam - uwaga - CZTERY lata temu, gdy dopiero zaczynałam marzyć o szyciu ubrań. Bluza jest tak wygodna i dobrze się szyje (ściągacze i zamek to nic trudnego - nie licząc oczywiście ręcznego wykańczania, aj!), więc z czystym sumieniem polecam ten wykrój. Luźny krój sprawił, że żadne poprawki czy dopasowywanie nie były potrzebne.

BLUZA - wykrój: Burda Szycie Krok Po Kroku 1/2014, model 1C.

* zdjęcia ze spaceru wyszły spod ręki Mojej Mamy i Siostry



Tym rodzinnym akcentem chciałam również zaznaczyć swoją nieśmiałą obecność na Facebooku. Dopiero stawiam w nim pierwsze kroki, ale mam wielką nadzieję, że dzięki niemu choć część z Was będzie mogła tu częściej trafiać.

Pozdrawiam z deszcze za oknem - finally! ;-D

piątek, 13 czerwca 2014

Prezent dla Mamy, czyli bluza z Burdy...

Tak, w tym roku jako prezent na Dzień Matki uszyłam Mamie bluzę. Kupiłam piękny miętowo-pistacjowy (jak go nazwać?) materiał, kawałek czarnego ściągacza i zamek. Oczywiście nie szyłam w ukryciu, bo przecież musiałam wziąć miarę i zrobić wstępne przymiarki. :-) Okazało się jednak, że bluza leży jak ulał, więc obyło się bez jakichkolwiek modyfikacji wykroju.

BLUZA - wykrój: Burda Szycie Krok Po Kroku 1/2014, model 1C.


Bluzę szyło mi się bardzo przyjemnie. Każdy kolejny kawałek doszywałam i obrzucałam ściegiem overlockowym, bo materiał strasznie się strzępił. Odkąd używam specjalnej stopki i tego ściegu, nie wyobrażam sobie obrzucania krawędzi zygzakiem. Może i trwa to dłużej, ale efekt jest zadowalający:


Bluzę szyłam dwa dni. Jednego wieczoru całkowicie pochłonęły mnie kieszenie. To nie było proste zadanie! O nie! Fastrygowanie, dodatkowy pasek flizeliny do wzmocnienia i trzy części, z których składała się kieszeń dały mi w kość. Nie obyło się bez prucia. ;-)



Wykańczanie ściągaczem nie jest niczym skomplikowanym. Jeśli szyjecie ten model, to pamiętajcie by przed wszyciem ściągacza do rękawów sprawdzić ich obwód. Wycięte kawałki w moim przypadku okazały się dużo za duże i musiałam je zmniejszyć w obwodzie.

Zamek przy szyi wykończyłam ręcznie.


Mówiąc skromnie bluza się udała, więc czym prędzej skroiłam drugą dla siebie. ;-) Jak tylko ją sfotografuję zobaczycie jak wygląda na człowieku :))))))))))) Pozdrawiam!

piątek, 6 czerwca 2014

Książkowy igielnik

Ten igielnik uszyłam w 100% ręcznie z resztek tkanin i satynowej tasiemki. Pomysł na niego wzięłam z książki "Przytulne dekoracje". Ot taka chwila słabości sprawiła, że skusiłam się na szycie ręczne :-)

wtorek, 3 czerwca 2014

Kryształowa łezka, czyli jak haftowałam koralikami...

Pamiętacie moją fascynację filmem "Jedwabna opowieść" i techniką haftu koralikami, jaka była w nim pokazana? Próbowałam swoich sił używając szydełka i skutki były marne. Ostatnio natomiast naszła mnie wielka chęć na haftowanie. Z igłą, kolorowymi nićmi i oczywiście koralikami. Nie mam tego typu rzeczy w domu za wiele, ale udało mi się znaleźć trochę ciekawych szkiełek, cekinów i mulinę. 


Najbardziej bawiło mnie przyszywanie cekinów. Nie miałam żadnego konkretnego wzoru i to mi się w tym wszystkim najbardziej podobało. Szyłam, a raczej naszywałam te maleństwa jak popadło, a ład i porządek, co widać po szkiełkach, jakoś sam zapanował.


Nie wiem jeszcze jak, ale z pewnością tę łezkę wykorzystam i naszyję, by móc się nią cieszyć na co dzień. :-)

sobota, 31 maja 2014

Spotkanie starego z nowym, czyli o tym jak przesiadłam się na Janome 525S szyjąc torebki...


Czy już wspominałam, że wróciłam do szycia torebek? Stało się to dość spontanicznie i nie wiedząc kiedy w domu zgromadziłam sporo kawałków sztucznego zamszu, ekoskóry i z kilogram metalowych elementów :-). 

Kiedy jakiś czas temu wybrałam się na zakupy w poszukiwaniu nowych, nieodkrytych dotąd sklepów z tkaninami, natknęłam się na resztki obiciowych materiałów typu alkantara. Od razu spodobał mi się krwisty czerwony, ale oczarowana rozmaitością asortymentu szukalam dalej. Wówczas w oczy rzucił mi się zestaw tkanin - zieleń i fiolet leżały razem spokojnie i aż prosiły się by coś z nich uszyć. Zbliżały się urodziny mojej Siostry, a że ostatnio ciągle powtarza, że te kolory to duet idealny, nie wahałam sie ani chwili i kupiłam oba skrawki. Tak powstała pierwsza torebka na prezent.

Projektowałam ją w tajemnicy i szyłam w ukryciu, by Siostra nie dostrzegła choć skrawka tych tkanin. Dzięki tej konspiracji po odpakowaniu prezentu ujżałam minę pt.: "Ty to sama uszyłaś? W moich kolorach???" Wierzcie mi - BEZCENNE! ;-)


 *(mimo starań kolory na zdjęciu nie oddają prawdziwych, nasyconych kolorów tych tkanin)

Jak tytuł posta wskazuje po uszyciu tej torebki "przesiadłam się" na nową maszynę do szycia - Janome 525S. Obie maszyny poradziły sobie z grubszymi tkaninami, ale po szyciu pierwszej z torebek zrozumiałam, że nie wszystko można łączyć nićmi. Zwróciłam się więc o pomoc do kaletnika przy nabijaniu nitów.

Ten oto drugi model jest ulepszoną wersją urodzinowej torebki. I jest mój :-)


Tym razem postawiłam na połączenie jasno brązowej ekoskóry i tego samego fioletowego ekozamszu. Obie torebki mają taką samą kraciastą podszewkę i maleńką kieszonkę. To typowo siostrzane torby :-)

----------------------------------
A wracając do tematu szycia na moim nowym Janomku, zaczęłam wypróbowywać jego możliwości na wykrojach z Burdy. Pierwsza poszła na warsztat bluza jako prezent na Dzień Matki. Oj, ile ja się namęczyłam z kieszeniami! Ale czego się nie robi dla Mamy ;-)


Więcej o maszynie napiszę jak lepiej ją wypróbuję :-) ale już mogę napisać, że to był bardzo dobry wybór. Pozdrawiam!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...